Według wszelkich informacji jakie udało się zebrać, oraz przy pomocy relacji naocznych świadków przedstawiamy Państwu jedną z najbardziej prawdopodobnych wersji wydarzeń: Jest jesień 2006. Trzech studentów Instytutu Muzyki Leszczyńskiego PWSZ-tu Aleksander- gitara, Grześ- gitara (to właśnie jemu After Seven dedykują utwór pt „Mr. G”) , oraz Filip- perkusja tworzą pierwszy skład A7. Początkowo była to jedynie niewinna zabawa muzyką, a chłopaki zbierali się aby „jaam’ować”. Wkrótce do grupy dołącza basista o mrocznym spojrzeniu, wiemy jedynie, iż posługuje się on pseudonimem JJ. Zostaje przeprowadzony wywiad środowiskowy, który doprowadza nas do wysnucia tezy, iż to jeden z gitarzystów, choć nie w pełni świadomy tego co się dzieje wypowiada dwa magicznie brzmiące słowa After Seven. Z relacji naszego informatora wynika, że podczas jednej z prób zespołu To Aleksander eM. po raz pierwszy użył tego określenia. Nie jesteśmy w stanie przedstawić Państwu dokładnych faktów z działalności grupy w latach 2007, 2008. Z nieoficjalnych źródeł wiemy tylko, iż skład zespołu zmieniał się. Jedni odchodzili, a na ich miejscu pojawiały się „młode wilki”, żądne ciężkich brzmień oraz krwi. Grupa często zmieniała swe kryjówki. Śledczy rozpracowujący grupę są zgodni co do tego, iż rok 2009 okazuje się być przełomowym. Początkowo w łaski bosów A7 wkrada się niejaki Batman- młody dobrze zapowiadający się klawiszowiec. Jak udało się ustalić to on najprawdopodobniej jest prowodyrem wyjścia z ukrycia członków grupy, którzy 23 czerwca 2009 pojawiają się razem na deskach leszczyńskiego MOK, przy ul. Bolesława Chrobrego 3a. Z końcem roku trafia do grupy Wschowski watażka Kuba, posługujący się pseudonimem Doktor G. , znany również w Poznańskim półświatku. To on jest osobą odpowiedzialną za wokale oraz kontakty grupy z otoczeniem podczas występów. Nie zważając na konsekwencje After Seven pojawiają się w pełnym składzie 10 stycznia 2010 na imprezie charytatywnej, organizowanej przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Do zajścia doszło na leszczyńskim Rynku. Świadkowie tamtych zdarzeń opisują, iż był to bardzo mroźny dzień, padał śnieg, a mikrofony na scenie wciąż kopały uczestników prądem. Niestety w świetle zgromadzonych dowodów, organom ścigania nie udało się doprowadzić do zatrzymań, oraz postawienia jakichkolwiek zarzutów wobec członków grupy, co więcej ich rozmyślne działania doprowadziły do tego, iż w swych środowiskach są oni wciąż postrzegani jako osoby krystalicznie czyste i o nieskazitelnej przeszłości. Świadkowie do dzisiaj milczą i tutaj niestety ślad się urywa.
Czytaj więcej: http://www.myspace.com/aftersevenmusic