Jeżeli młodzież jest przyszłością narodu, to spotykając grupy młodych ludzi, np. w tramwaju, jestem tą przyszłością przerażona. I nie chodzi mi o ich głośne zachowanie, bo to normalne, ale o ich puste rozmowy, język, którym się posługują. Zgadza się, młodość zawsze była, jest i będzie głośna. Lubi bunt, bo człowiek jest wychowywany w bajce i dopiero gdy dorasta, widzi, że świat już jest sformatowany: istnieją pieniądze, wojsko, przepisy, jakieś systemy polityczne i konstytucje. Chce to zmienić, a gdy nie może, to zaczyna wierzgać. Teraz młodzi się pogubili. W przeszłości była wyraźna hierarchia - teraz źródła autorytetu są rozproszone. Nie wiedzą, czy wierzyć koledze, internetowi, kapłanowi, czy rodzicom.
Wielu młodych ludzi ma bardzo niskie poczucie własnej wartości, a przecież pokolenie, o którym mówimy, jest pierwszym pokoleniem wychowywanym poza komunizmem. Mają sprzęt elektroniczny, fajne ciuchy i wakacje za granicą - wydaje się więc, że nie powinni mieć kompleksów.
To nie jest prawda. Myślę, że dziś młodzi mają większe kompleksy niż dawniej. W komunizmie nikt nic nie miał, więc wszyscy byli równi. Tamten ustrój wszystkim odbierał perspektywy i marzenia, więc mało kto komuś czegoś zazdrościł. Kompleksy wybuchły wówczas, gdy jedni zaczęli coś mieć, a inni nie. Rozpoczął się wyścig szczurów. Śledzę młodość mojego syna wychowanego poza komunizmem. Widziałem te szkolne demonstracje, kto ma lepszą zabawkę, fajniejszy ciuch, którego tata ma lepszą furę, kto spędził wakacje w USA. To dopiero upokarza i jest powodem do kompleksów.
Wychowujemy konsumpcjonistów.
Wychowujemy ludzi gotowych do zagryzania. W komunizmie najbardziej efektowna była postawa romantyczna, romantyk to był facet, którego chciało się mieć za chłopaka. Malarza, poetę, marzyciela. Dziś romantyk jest przegrany. Rytualny kapitalizm każe zagryźć, zdobyć za wszelką cenę, to jest przekleństwo dzisiejszych czasów. Jako małolat miałem mnóstwo bezinteresownych przyjaźni, bo nikt nie miał mi interesu do zaoferowania. Dziś widzę u młodych raczej radość z klęski innego człowieka, to podbudowuje bardziej niż przyjaźń.
Jeśli młody człowiek w szkole słyszy codziennie od drugiego, że jest Downem, ostentacyjnie nie zaprasza się go na imprezy, wyklucza ze społeczności, to rodzi się w nim agresja. Nikt nie jest z żelaza, ciężko w takich chwilach śmiać się pod nosem i myśleć: "To banda palantów, nic nie wiedzą o życiu". Taki człowiek albo płacze w kącie, albo skacze z dachu, albo spotyka słabszą osobę i robi z niej swoją ofiarę. Nie chcę pisać czarnego scenariusza, ale szlachetne osoby spotykam dziś wyjątkowo rzadko. Aczkolwiek znajduję wśród młodych resztki robinsonów.
Zostawmy jednak na razie etykę i moralność, zwróćmy uwagę na wiedzę. Myślę, że mamy do czynienia z ogromną zmianą w sposobie pozyskiwania informacji: młodzi nie czytają gazet - mają internet i telewizję; nie czytają książek - mają blogi. Termin "wiedza" zmienia swoje znaczenie. Codziennie umysł człowieka jest nasycany milionem danych. Zbieramy informacje, ale nie wiedzę.
Przykłady?
Jak to możliwe, że młodzi ludzie nie wiedzą, kim jest Adam Michnik, ale piszą na ławkach Żyd albo zdrajca?! Bierze się to z płytkich, fruwających bez źródeł opinii, które wygryzły wiedzę. Spójrzmy na tabloidy i plotkarskie portale chętnie czytane przez młodych ludzi i zastanówmy się, czy ich inteligencja jest dobrze wykorzystywana?
Czarny obraz nam wyszedł - młody człowiek bez autorytetów, zagubiony, materialista, bez wartości...
Uspokoję panią. Pracuję z młodzieżą, robimy teatry, kręcimy filmy. Następuje pospolite ruszenie niespokojnych umysłów. Z przykrością muszę podkreślić, że naszym największym przeciwnikiem są media. Jeżeli piszą o tym, kto ma nieślubne dziecko i cellulitis i nadają tym wydarzeniom najwyższą rangę, to kreują świat bez wartości.
A co wy o tym myslicie!!!